Jak to, kurde, jest z posiadaniem ideałów czy w ogóle jakichkolwiek zainteresowań, albo po prostu świadomości o różnych rzeczach? Dlaczego cholernie fajna dziewczyna po prostu sobie poszła, kiedy chciałem najzwyczajniej w świece porozmawiać o ludziach, którzy wywalczyli nam naszą pierdoloną wolność?
Widać - nie opłaca się myśleć. Konformizm zawsze był... konformistyczny. Po prostu było i jest łatwiej, jeżeli się nie myśli. Nie ma problemów, które trzeba przemyśleć, nie ma sytuacji, do których trzeba (a raczej można) się ustosunkować przed ich zaistnieniem. Pojawia się kłopot - stara się go rozwiązać. I tyle.
Ale, kurde, jednak są ludzie, którzy myślą o rzeczach, które dla niektórych nigdy nie będą w centrum zainteresowania nawet przez ułamek sekundy. Są ludzie, którzy wspominają takie osoby, jak Popiełuszko, Wałęsa, nasz Papież czy King. Dlaczego się o takich niezwykłych osobach zapomina? Po co ludzie olewają problemy, które istniały, istnieją albo mogą (znowu) zaistnieć? Dlaczego brakuje szczerych, otwartych ludzi, którzy cenią nie tylko swoje własne dobro? Nie rozumiem, jak można być tak wielkim egoistą, ignorantem czy olewaczem, mając na prawdę sporo oleju w głowie. Marnowanie swoich możliwości, nieinteresowanie się rzeczami ważniejszymi, niż zapewnienie sobie bytu na jakimś poziomie, jest po prostu złe.
Dlaczego ludzie nie lubią rozmawiać? Trzeba pamiętać, że do dyskusji nie potrzeba mieć dużo doświadczenia albo szczególnie mocno wyrobionych poglądów. Porozmawiać przecież można z każdym, kto tego chce. Jedyne, co się traci, to czas. A zyskujemy kawałek cudzej osobowości - jej spostrzeżenia i opinie na temat danego tematu. Raz, że podnosi nam to IQ, dwa, że mamy szerszą perspektywę na zagadnienie. No i co jest w tym złego?
Cholernie duży dylemat - mieć swoje poglądy i być wyśmiewanym / olewanym, czy może giętko i miętko dostosowywać się do osoby, z którą się przebywa - tak, żeby rozmowa odpowiadała naszemu wspaniałemu rozmówcy? Jak to mówią najstarsi kaszubi - chuj to wie. Mówię to, co mam w głowie. Jak komuś się nie podoba - trudno. Smutno człowiekowi się robi, jak rozmówca jest na prawdę wspaniały, ale jednak ambitniejszych tematów nie lubi. Fajnie, że mieszkam we Wrocławiu, w którym łażąc w okolicach rynku, mając doła, można zostać... poklepanym po ramieniu. Podnosi człowieka na duchu.
Eh, a może po prostu miejsce punków jest na śmietniku? Nie wiem. Idę spać, a wpis pewnie zaktualizuję niedługo.